Wbrew myśli, która może się pojawić w głowach pewnych zboczeńców oznaczenie (+2) nie jest modyfikatorem :)
Kiedy zobaczyłem, że ostatnio napisałem coś na blogu miesiąc temu złapałem się za głowę. Może nie dosłownie, bo akurat jem śniadanie i szkoda kanapki, ale mentalnie złapałem się za mentalną głowę. No chyba, że ktoś ma jakieś informacje na temat dobroczynnego wpływu serka borowikowego i ogórków zielonych na włosy.
Pod koniec kwietnia, dzień przed tym gdy stwierdziłem, że mam dość i na dzień następny przynoszę wypowiedzenie, Empik podziękował mi za współpracę. Nie zmartwiłem się tym bardzo, zaskoczyli mnie tylko tym, że zdążyli przede mną. W czasie, jaki upłynął od tej pory zwolnione zostały jeszcze cztery osoby, klienci się wściekają na zbyt małą ilość obsługi, a centrala zapowiada koleje redukcje. A zatem udałem się na dwutygodniowy urlop płatny zwany także okresem wymówienia. Spałem do 13-tej, oglądałem seriale, rozsyłałem CV, uczyłem się, chadzałem na zajęcia. Po zakończeniu okresu wypowiedzenia pozostawałem bezrobotny przez 5 dni roboczych.
Zrezygnowany, 16 maja w sobotę wysłałem CV na ogłoszenie pt. studentów na parking. Godzinę później zadzwonił telefon, a rozmowa była treści - będzie pan zarabiał x, praca jest w miejscu y, widzimy się w poniedziałek o 8.00, chciałbym, żeby pan był kierownikiem tego obiektu. Myślałem, żem się przesłyszał, ale nie. od 18-tego maja 2009 i godziny 8.00 jestem kierownikiem. O godzinie 14-tej tego dnia musiałem przeprowadzić rozmowy rekrutacyjne z nowymi pracownikami, a 20-tego w środę musiałem zwolnić poprzednią ekipę. Przez pierwszy tydzień bywałem w pracy po 12 godzin - ból, bo praca od 7-mej. Powoli opanowuję obiekt, swoje obowiązki, nawiązuję kontakty z zarządcami - jest dobrze. Za to, ku mojej radości wielkiej, już dwa razy klienci parkingu zdążyli uszkodzić sprzęt firmy, np. urwać szlaban wyjazdowy - kurierzy UPSu jeżdżą jak porąbani.
O pracy wystarczy, jadziem dalej.
W środę, 3 czerwca, moja grupa wystawiała "A Midsummer Night", czyli fragment Snu nocy letniej. Przedstawienie to utknęło w developmental hell prawie na rok. Oberon zmieniał się chyba sześć razy, nikt nie miał czasu na próby itp. Mają szczęście, że nie próbowali wystawiać
Makbeta, he he. Dali mi kamerę do ręki - mnie, człowiekowi, który nigdy nic nie filmował - i kazali robić dokumentację. Przyszło naprawdę sporo osób, a przedstawienie było wspaniałe, prześmieszne, świetnie zagrane, kostiumy naprawdę dopracowane - ja chcę jeszcze raz! Potem ktoś narzekał, że na filmie jest za dużo zoomu, ale twardo broniłem się, że moimi inspiracjami były style kręcenia Petera Jacksona (najazdy na twarz gdy coś się dzieje) oraz para-dokumentalny styl Battlestar Galactica.
A teraz do popkultury. Byłem na
Star Treku w Multikinie w Krakowie (+10 do śmiertelnej obrazy na Cinema City za zignorowanie Treka) i wyszedłem zachwycony. Co prawda faszyści w MK sprawdzają czy legitymacja podbita i musiałem zapłacić 22 zł za film, to po obejrzeniu stwierdziłem, że bawiłem się tak dobrze, że dałbym nawet 25 zł. Niemal naturalnym było, że gdy dwa tygodnie później wybrałem się do Rybnika, to udało mi się wyciągnąć Matkę Moją, Rodzicielkę, Tą, Która Nie Ogląda Sci-Fi. Za drugim obejrzeniem film nadal podobał mi się tak samo bardzo jak za pierwszym razem. Matka Moja również bawiła się świetnie, a po obejrzeniu kinowego zwiastuna
Terminator: Ocalenie, uznała, że chce to zobaczyć, i że chyba dobiegając 50-tki zaczyna rozumieć radość z oglądania SF. Buahahahaha. Kolejna osoba po naszej stronie. Buahahahaha.
A teraz kwestie inne, załatwione krótko.
1. Paczka zamówiona na Allegro już dotarła, więc za chwilę kończę posta i zabieram się za granie w
StarFox Adventures na moim GameCubie, którego KTOŚ nie zechciał ze mną dzielić :)

2. Po raz pierwszy byłem w tym roku na Juwenaliach na AGH. Obrzydliwość, nie podobało mi się. Tyle. Nie będę marnował bitów w Internecie na to plugastwo. Śmierdziało.
3. Dzisiaj idę na Terminatora! Yeah!
Bedzie!